czwartek, 13 maja 2010

Żegnajcie portale społecznościowe

Ostatnimi czasy coraz większą furorę wśród internautów robią twory zwane portalami społecznościowymi. Nasza Klasa, Facebook, Twitter... Założenie jest proste: skoro człowiek jest istotą społeczną (o czym pisałam wczoraj), to i w internecie zechce pewnie skupiać się w społeczności. Trzeba mu to więc umożliwić- łatwo, szybko i w przystępnej formie. 
A my łapiemy się na to i często nawet nie zdajemy sobie sprawy, że sami na siebie zastawiamy w ten sposób pułapki. 
Same w sobie portale te oczywiście nie są złe. Każdy wynalazek człowieka, od ognia, przez koło i dynamit, po telefon i narkotyki- wszystko to samo w sobie nie jest ani złe, ani dobre. To my nadajemy im przeznaczenie, kontekst, a co za tym idzie- negatywne, lub pozytywne znaczenie. Podobnie jest z portalami społecznościowymi. 
Odnajdywanie znajomych ze szkoły za pomocą Naszej Klasy dla niektórych faktycznie może być frajdą, podróżą sentymentalną, okazją do odnowienia miłych znajomości. Podobnie jak wymienianie wiadomości, rozmowy na czacie z bliskimi znajomymi na Facebooku mogą być miłe. Tym bardziej, że Facebook, to portal międzynarodowy, a zatem umożliwia kontakt ze znajomymi z wielu zakątków świata. I dobrze!
Nasza Klasa szybko jednak straciła swój pierwotny sens. Zamiast być miejscem spotkań znajomych sprzed lat, stała się internetowym targowiskiem próżności i ośrodkiem leczenia dawnych kompleksów. Bo jeśli w podstawówce kobieta była szarą myszką, to teraz trzeba pokazać kolegom na zdjęciach, jaka jest piękna, jak ładnie opalona w solarium. Trzeba pochwalić się przystojnym mężem, wakacjami w Egipcie i nowym autem. Prezentowanie znajomym "jakie to teraz mam cudowne życie" zaczęło przybierać formy karykaturalne. Chwile najbardziej prywatne, wręcz intymne, takie, jak poród, czy czuły pocałunek ukochanych- coraz częściej były uwieczniane i pokazywane na profilach. Również w pokazywaniu swojego "piękna" niektóre kobiety posunęły się zbyt daleko. Fotografie w samej bieliźnie, lub nawet bez niej, w wyzywających, jednoznacznych pozach... To wszystko sprawiło, że Nasza Klasa zaczęła przeradzać się w witrynę erotyczną. Zachęceni tym panowie zaczęli ją też traktować jak portal randkowy. Choć moje zdjęcia profilowe nie były ani trochę wulgarne, sama dostałam kilka jednoznacznych wiadomości. Coraz bardziej czułam, że nie chcę brać w tym udziału.
Przejrzałam listę moich znajomych. Ponad dwustu pięćdziesięciu. Zadałam sobie pytanie, czy to naprawdę są moi znajomi? Do ilu z nich zadzwoniłabym, gdybym chciała iść z kimś na kawę? Może do kilkunastu osób. Do ilu zadzwoniłabym, gdyby było mi ciężko i potrzebowałabym z kimś pogadać? Do czterech, czy pięciu osób.  Czy chcę utrzymywać znajomości, które kiedyś były dla mnie tak mało ważne, że się urwały? Nie. Czy chcę patrzeć, jak oni rozbierają się, rodzą dzieci, okazują sobie intymne czułości? Nie! Bez żalu kliknęłam "usuń profil".

Potem przyjrzałam się Facebookowi. Do Naszej Klasy bardzo mu daleko, ale i nad tym zaczęłam się zastanawiać. I tu przecież publikowanie zdjęć miało na celu zaspokojenie swojej próżności, pokazanie innym, jaka jestem fajna. Czy na pewno tego chcę? Poza tym zaczęłam się zastanawiać, czy relacje z ludźmi utrzymywane przez ten portal, są prawdziwymi relacjami? Przecież tu każdy może wykreować siebie tak, jak mu się podoba. Można kłamać, można się upiększać. Nie trzeba za to angażować się, poświęcać drugiej osobie czasu, oferować wsparcia. Nie trzeba nad tą relacją pracować. Bo jeśli nam się nie podoba, to wystarczy tę osobę zablokować na liście znajomych. Nie można też błogo pomilczeć sobie błogo z kimś, kogo się lubi. To taka bliskość w wersji "fast". W czasach, gdy wszystko chcemy mieć szybko, przystępnie i bez wysiłku, gdy ciągle się śpieszymy, również relacje z ludźmi stają się pospieszne i powierzchowne. Tylko że takie "fast relacje" są podobne do fastfoodów. Raz na jakiś czas można przełknąć , ale na dłuższą metę można się od tego rozchorować. Od chamburgerów choruje się na wrzody żołądka i nadciśnienie, od płytkich relacji- na samotność. 

Nie potrzebne mi to- wzruszyłam ramionami. Skasowałam również ten profil. Przestałam istnieć w inetrnetowych społecznościach. I co? I nic. Spaceruję z kolegami, rozmawiam z przyjaciółmi, piję kawę z mamą, milczę z tymi, z którymi milczeć lubię. Po prostu żyję :)

2 komentarze:

Kkira pisze...

tylko nie usuwaj tutaj konta ;)

Alicja pisze...

Spoko, Ty mnie nie bombardujesz sprośnymi wiadomościami, więc jeszcze nie mam dosyć Google ;)