środa, 26 maja 2010

Moje Matki

Jak wiadomo, dzisiaj jest święto wszystkich mam. Wszystkich... Jeszcze rok temu miało to dla mnie zupełnie inne znaczenie, niż dziś. Rok temu znałam właściwie tylko jedną Mamę. Tę, która mnie urodziła i wychowała. To jej podarowałam kwiaty, złożyłam życzenia. O tym, że jako chrześcijanka mam jeszcze jedną Matkę, wolałam nie myśleć. 

Chociaż katoliczką jestem "od zawsze", trzymałam się z daleka od kultu Matki Bożej i świętych. Raziło mnie to, że wielu ludzi traktuje ich niemal jak osobne bóstwa i bardziej czci cudowną wodę z Lourdes, niż Najświętszy Sakrament. Denerwowała mnie cała ta komercyjna otoczka maryjności. Bazylika w Licheniu kapiąca przepychem, pieniądze wydane na marmury i złocenia, zamiast na chleb dla głodnych. Denerwowało mnie to, że ludzie przyjeżdżają w takie miejsca często po to, aby kupić figurkę Maryi świecącą w ciemności, a nie żeby przeżyć coś wewnętrznie. Znana mi ikonografia maryjna też nie sprzyjała mojej wierze. Na wielu obrazach Maryja przedstawiana jest jako istotka tak delikatna, że aż nierealna. Tak słodka, że aż mdła. Daleka od ludzkich spraw i problemów. Jak śliczna porcelanowa laleczka- zbyt krucha, by ją przytulić. Dlatego od Matki Kościoła trzymałam się z daleka. 

A jednak mój Przyjaciel w swoich listach zaczął zachęcać mnie do bliższej relacji z Nią. Za namową Przyjaciela zaczęłam troszkę częściej o Niej myśleć. Kiedy zaczęłam się zastanawiać tak "na chłopski rozum", zaczęłam dochodzić do wniosku, że obrazki nie mogą oddawać prawdziwego oblicza Matki Bożej. To niemożliwe, aby była przesłodzoną, wymuskaną laleczką z obrazka. Ona przecież tak naprawdę musiała być "babeczką z charakterem". Kiedy za sprawą Ducha Świętego zaszła w ciążę była młodziuteńką dziewczyną, a jej sytuacja nie była godna pozazdroszczenia. Nawet dziś, w czasach gdy społeczne normy pozwalają prawie na wszystko, a za nieślubną ciążę nikomu nie grozi śmierć, byłaby to trudna sytuacja. No bo jak powiedzieć narzeczonemu: "Skarbie, jestem w ciąży z Panem Bogiem"? Dziś byłoby to trudne, dawniej było niemal straszne. Maryja musiała liczyć się z tym, że za nieślubną ciążę grozi jej ukamienowanie. Ale nie stchórzyła, pokazała hart ducha.

Wiele lat później, gdy Jej Syn umierał, wykazała się tą samą siłą. Jej ukochany, niewinny Syn był męczony i mordowany na Jej oczach jak najgorszy zbir. Każda inna matka pewnie rozpaczałaby i histeryzowała, pomnażając w ten sposób cierpienie swojego dziecka. Ale nie Ona. Ona przeżywała swój ból w spokoju.

Poza tym była przecież była żoną rzemieślnika, a potem żyła razem z apostołami- ludźmi raczej prostymi. Była więc zapewne zwykła kobietą żyjącą wśród zwyczajnych ludzkich trosk. 

Sama nie wiem kiedy zaczęłam myśleć o Maryi z szacunkiem, jako o kobiecie silnej, mądrej i odważnej, a jednocześnie nie pozbawionej kobiecej delikatności. Nie zauważyłam nawet kiedy powstała między nami więź. Bliska, pełna zaufania i miłości. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, żeby mogło Jej przy mnie nie być. Jej wsparcie i miłość daje mi poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Dlatego dzisiejszy Dzień Matki jest dla mnie wyjątkowy. Dziś obdaruję kwiatami obydwie moje Mamy...

Obrazek to "Madonna" Vlastimila Hofmana

2 komentarze:

Kkira pisze...

dla mnie to bylo logiczne kiedy byłem dzieckiem teraz raczej trudno uwierzyć że jakaś kobieta zaszła w ciąże ot tak, to raczej strasznie nie logiczne i nierealne..

o.o i jest strasznie dużo argumentów przeciwko, i jak tu wierzyć , musiałbym bardziej pisma znać żeby się wypowiedzieć inaczej.

Alicja pisze...

To nie ma być logiczne, ani realne. Tu musi być strasznie dużo argumentów przeciw. Bo inaczej nie byłoby tu miejsca na wiarę i zaufanie Bogu. Byłaby zwykła wiedza naukowa, zamknięta w sztywnych ramkach zasad, reguł, możliwości. Bóg ograniczony regułami tego, co według nas logiczne, nie byłby Bogiem...