czwartek, 6 maja 2010

O dzieciach nie nazywanych dziećmi

Przeglądając prasę przy porannej kawie, natrafiłam na wstrząsający artykuł. Wstrząsający być może tylko dla mnie, bo opisane w nim zdarzenie we współczesnym świecie jest normą... 

Tekst dotyczy aborcji dokonanej we Włoszech, na dziecku, u którego stwierdzono niepełnosprawność. Niby nic wielkiego. Każdego dnia na całym świecie dokonuje się bardzo wielu (o konkretnych liczbach wolę nie myśleć...) takich zabiegów. Ten konkretny przypadek wywołał jednak dyskusję, ponieważ w wyniku aborcji przyszło na świat żywe, zdrowe dziecko. Dziecko, które zmarło w wyniku nie udzielenia mu pomocy medycznej.

Zastanawiający jest paradoks Włoskiego prawa. Zabicie dziecka, zanim się ono urodzi, jest dozwolone. Natomiast doprowadzenie do śmierci tego samego dziecka tuż po jego narodzinach jest już skierowane do prokuratury. Dlaczego? Czy dziecko nie jest tym samym człowiekiem- godzinę przed narodzinami i godzinę po nich?

Włochy nie są zresztą odosobnione z tak dziwną konstrukcją prawa. Podobnie wygląda to chyba we wszystkich państwach, w których dozwolona jest aborcja. Zastanawiam się ponownie- dlaczego?

Myślę, że bierze się to z uwarunkowań psychospołecznych. Człowieka, który jeszcze się nie urodził, można nazwać "płodem", a nie dzieckiem. Zmiana nazewnictwa zmienia postrzeganie. To wygodne rozwiązanie- odbiera dziecku rangę istoty ludzkiej i ucisza sumienie. Skoro nie jest ono postrzegane jako człowiek, to zabicie go nie jest morderstwem, lecz rozsądnym rozwiązaniem problemu. Ewentualnie przejawem prawa kobiet do samostanowienia o sobie. 

Właściwie, to w życiu wszystko można ładnie nazwać. Wyrzucenie kogoś przez okno, to defenestracja, a opróżnianie szamba, to asenizacja. Prawda, że lepiej brzmi? Ale to i tak wychodzi na to samo... Podobnie jest z pojęciem "płód", zamiast "dziecko" i "aborcja", zamiast "zadanie śmierci".

Natomiast dziecka, które już się urodziło, nie da się nazwać w żaden inny sposób- to dziecko, człowiek. Wygląda jak człowiek, czuje jak człowiek, ma funkcje życiowe człowieka. Widząc takie maleństwo, nie sposób temu zaprzeczyć. Skoro zaś "płód" nagle, w cudowny sposób zyskuje przywilej nazywania go człowiekiem- pozbawienie go życia też zmienia nazwę. Już nie aborcja, zabieg medyczny, rozsądne wyjście, ale po prostu- morderstwo. 

Można by więc powiedzieć (oczywiście w uproszczeniu), że życie ludzkie zależy często od punktu widzenia i nomenklatury. 

Zastanawia mnie też inny aspekt. Nie tylko we włoskim, ale nawet i naszym polskim prawie dozwolone jest zabicie dziecka nienarodzonego (tak, używam tego określenia celowo- według mnie jest to nazywanie rzeczy po imieniu) jeśli stwierdzi się u niego wady wrodzone. Mnie to pachnie raczej wartościowaniem ludzi (dzieleniem ich na mniej i więcej wartych), nietolerancją. Jest to moim zdaniem uznawanie ludzi niepełnosprawnych za gorszych, mających mniejsze prawo do życia. W tym punkcie zarówno etyka filozoficzna (świecka) jak i etyka religijna, zbiegają się i krzyczą zgodnie: to niemoralne! Nikt nie dał nam prawa do decydowania o wartości ludzkiego życia. 

Zastanawiając się nad tym o tym, wędruję myślą do mojej wspaniałej przyjaciółki. Nazywam ją Mamą Zosią, bo jest matką mojego przyjaciela. Jest jedną z najwspanialszych osób, jakie znam-ciepłą, otwartą, empatyczną. Do każdego napotkanego człowieka-nawet tego wzgardzonego przez innych- podchodzi z głębokim zrozumieniem i miłością. Zosia od początku życia jest niepełnosprawna ruchowo. Gdyby kilkadziesiąt lat temu obowiązywało dzisiejsze prawo i dzisiejsze możliwości- Mama Zosia prawdopodobnie nie urodziłaby się. A świat byłby o wiele uboższy. Zastanawiam się, o ile uboższy świat staje się codziennie, wyskrobując potencjalnie cudownych ludzi z łon matek...

3 komentarze:

Kkira pisze...

nie chce zajac żadnego stanowiska..
1- jezeli selekcja jest zabostwem to zapobieganie tez ? np antykoncepcja o.O?
2- co jest dla ludzi a co jest niemoralne czy mozna to jakos określic?skoro każdy sie przecież różni, przez co punkt widzenia zawsze sie różni. (co ma zrobic 14letnia "matka" po wpadce jezeli sie okaze ze ciąza .. a)zagraza jej życiu b)dziecko umrze c)bedzie niepelnosprawne -> plus ojciec nie znany nie ma pieniedzy itd itp ..
no i co wtedy ? co wybrac?
jeżeli wtopię się w Twoj tok myslenia to wynik bedzie : nie możemy za nią podjąć decyzji . jakakolwiek by podjela jednak bedzie zla, co wtedy? wybierac mniejsze zło?

pozatym jezeli jest sie chrzescijaninem i takie zachowanie jest morderstwem, to jednak musisz pamietac ze ponoc religia nie ma nic wspolnego z państwem, bo w polsce mieszkają też ateisci itp,
i wg nich to nie jest morderstwo, i co wtedy? kto ma racje?

- jezeli pomyslimy w sposób tak jak powinniśmy to oczywiscie masz rację -> powinniśmy wybierac to co jest dobre <- jednak z drugiej strony jest to szczerze uzasadnione i zależne od sumienia tych ludzi, jest to ich decyzja i musisz sie z tym liczyć. myślę że to taka walka z wiatrakami, nie możesz na siłe ludziom czegoś wmawiać, ani ich do niczego naklaniac wbrew woli boograniczasz ich wolność nie tylko wyznaniową. Jedyne co możesz robic to uświadamiać , dawac do myślenia. Ale pamiętajmy żeby nie przekraczać granicy.. prawda?

Alicja pisze...

Myślę, że znasz mnie już na tyle, aby wiedzieć, że nigdy nikomu niczego nie wmawiam na siłę. Co najwyżej stanowczo wyrażam swoje zdanie, ale nie potępiam ludzi, którzy myślą inaczej.

Jeśli chodzi o Twoje wątpliwości dotyczące tego, co jest moralne, odpowiedź nie jest prosta. Albo nawet nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ale w uproszczeniu całą etykę religijną i filozoficzną można sprowadzić do jednej zasady: dobre jest to, co nikogo nie krzywdzi. A aborcja krzywdzi zawsze. Nie tylko dziecko, ale i matkę. Syndrom poaborcyjny, to straszne cierpienie...

Na koniec jeszcze sprostuję. Napisałeś, że religia nie ma nic wspólnego z państwem i prawem. Nie będę roztrząsać, czy ma czy też nie. Chociaż wiara jest dla mnie ważna, nie napisałam tej notki jako katoliczka. To nie jest osąd podyktowany chrześcijańskim sumieniem, ale czymś o wiele bardziej pierwotnym- kobiecą naturą. W każdej zdrowej emocjonalnie kobiecie odzywa się instynkt macierzyński. To właśnie on reaguje wzburzeniem i żalem na krzywdę każdego dziecka...

Pozdrawiam :)

Kkira pisze...

mhm. :)